Dom
Otwarcie sezonu: wędzarnia zapaliła się o piątej rano
Nowy sezon zaczyna się u nas od dymu na podwórzu, nie od uroczystego przecięcia wstęgi. Opowiadam, jak wyglądał ten poranek w kuchni i w sali kasyna.
Sezon
Dym nad podwórzem
Pierwszy dym pojawił się nad podwórzem o piątej rano, kiedy większość miasta jeszcze spała. Jacek Rogowski rozpalił wióry olchowe w wędzarni i przez dwie godziny nic nie robił, tylko pilnował temperatury. Mówi, że pierwszy dym sezonu jest inny niż pozostałe, bo piec od tygodni stał zimny i musi na nowo nabrać duszy.
Około siódmej na podwórzu zjawili się pierwsi rybacy z flądrami w skrzynkach. Mokre ryby leżały na blasze rzędem, a ich łuski błyszczały w świetle poranka. Jacek zważył je, ułożył na rusztach i zamknął drzwi wędzarni. Wyjdą stamtąd po południu, złociste, a pierwsze trafią na talerze o szesnastej.
Podwórze wyglądało wtedy jak scena przed spektaklem: stos wiórów, wiadro z wodą, skrzynki z rybami, a nad wszystkim jedna lampa na blaszanym ramieniu. Rybacy przyjeżdżają o tej porze zawsze w tej samej kolejności i zawsze z tym samym pytaniem, czy piec już złapał ciąg. Jacek odpowiada tylko skinieniem głowy.
Gdy Jacek wędził, ja z Rafałem Grabowskim weszliśmy na piętro sprawdzić sukno przed otwarciem. Po zimowej przerwie wymieniliśmy dwa stoły, dołożyliśmy nową lampę nad ruletką i wyczyściliśmy kasetkę z żetonami. Przy okazji znaleźliśmy w szufladzie stary zeszyt z zasadami, które Maciej Czarnecki spisał w pierwszym sezonie.

Co zmieniliśmy, a co zostało
Pierwszy wieczór po przerwie
Wieczorem, kiedy na parterze zrobiło się gwarno, Barbara Maciejewska obeszła wszystkie stoliki z kartką i zapytała każdego gościa, czy czegoś nie brakuje. Niczego nie brakowało, ale odpowiedź zawsze brzmiała „jak dobrze, że wróciliście”. Takie zdanie wystarcza, by uznać sezon za otwarty.
Nowe lampy, stare zasady
Zeszyt Macieja zawierał siedem zasad, z których pięć obowiązuje do dziś. Dwie odpadły: jedna dotyczyła ciężkich zasłon, które się zniszczyły, a druga zakazu śpiewania przy stole. Śpiewanie zostało dopuszczone, o ile odbywa się półgłosem i w przerwie.
Pierwsi goście
Pierwszymi gośćmi byli państwo z Wolina, którzy co roku zjawiają się w dniu otwarcia. Hostessa posadziła ich przy oknie i przyniosła im flądrę prosto z pieca. Pan zapytał, czy dym nadal pachnie jak przed rokiem, a Barbara Maciejewska odpowiedziała, że nie, bo w tym roku jest lepszy. Wszyscy się roześmiali, a sezon uznaliśmy za otwarty.