Klub przy stole
Proszę dołączyć do grona stałych gości
Bez legitymacji, składek i zniżek: klub tych, którzy co poniedziałek wracają do tego samego stołu.
Klub
Grono, które wraca w poniedziałki
Klub przy stole nie ma legitymacji ani składek. Powstał sam, kiedy kilkoro gości zaczęło zjawiać się w poniedziałkowe wieczory na naukę stołu i postanowiło zostać na kolację. Dziś to kilkudziesięciu stałych bywalców, którzy znają się z imienia i wiedzą, kto lubi Omahę, a kto woli ruletkę.
Nie ma tu przywilejów ani zniżek. Każdy klubowicz siedzi tam, gdzie wskaże hostessa, i gra tak samo jak nowy gość. Jedyne, co mu przysługuje, to kołek w szatni z własnym imieniem i filiżanka w jadalni, którą kuchnia przechowuje na półce za ladą.
Pierwszym klubowiczem był pan Janusz, który zjawił się w poniedziałek na naukę stołu i przyszedł także w następny, bo nie zdążył dokończyć rozmowy z sąsiadem. Dziś siedzi przy ruletce, gdy tylko Rafał Grabowski ją uruchamia. Mówi, że żadnego rozdania nie pamięta, ale rozmowy z poniedziałków pamięta wszystkie.
Klub nie ma statutu, a jedyną regułą jest ta, że nowego bywalca wita się przy stole imieniem. Hostessa zapisuje je w zeszycie, a następnie przekazuje reszcie. Dzięki temu po tygodniu nowy gość zna już pięć osób, a po miesiącu cały poniedziałkowy stół.
Raz na kwartał klubowicze zbierają się na wspólny obiad w jadalni, bez gry. Szef kuchni gotuje wtedy według receptur, które goście przynoszą z domu, a kierownik sali odczytuje krótki list od najnowszego bywalca.
Aby dołączyć, wystarczy przyjść cztery poniedziałki z rzędu. Piątego hostessa poda kołek i filiżankę, a dalej wszystko dzieje się samo. Nikt nie sprawdza obecności i nikt nie wyrzuca za nieobecność.

Opiekunowie klubu
Kto pamięta imiona

Maciej Czarnecki
Założyciel
Maciej otworzył ten dom i do dziś co poniedziałek siada przy jednym ze stołów jako zwykły gość. Twierdzi, że z niego widać najlepiej, czy sala oddycha, i że prawdziwy klub poznaje się po tym, że nikt w nim nie musi się przedstawiać po raz drugi. Kołek z jego imieniem wisi w szatni wśród innych, bez żadnego wyróżnienia.

Jacek Rogowski
Szef kuchni
Jacek prowadzi kwartalne obiady klubu. Prosi gości, by przynosili rodzinne przepisy, i gotuje z nich jedno danie na stół. Najczęściej wychodzi mu to, czego nikt się nie spodziewał: kapuśniak babci Hanki, pieróg z kaszą, śledź według sąsiada. Przepisy zapisuje potem w grubym zeszycie, który stoi w kuchni obok zakwasu i nikomu nie wolno go pożyczać.