Wieczory
Piątkowy turniej: kto z kim siedział i kto został do końca
Szesnaście osób, dwa stoły i żadnej nagrody poza imieniem na tablicy. Mimo to w piątek wieczorem w sali było tak cicho, jakby rozdawano coś bardzo cennego.
Relacja
Szesnaście miejsc zajętych przed ósmą
Lista zapisów zamknęła się już w czwartek. Na piątek przyszli stali bywalcy i kilku gości z ulicy, którzy o turnieju usłyszeli od sąsiadów. Przy pierwszym stole zasiadł Marek, który bywa u nas od otwarcia, przy drugim pani Hanna, którą Rafał Grabowski mimo jej protestów nazywa postrachem Omahy. Reszta ułożyła się sama, po losowaniu kart.
Losowanie miejsc zajęło kilka minut. Każdy ciągnął kartę z talii, którą trzymał Rafał Grabowski, i z numerem w ręku szukał krzesła. Pani Hanna wylosowała stół pierwszy, tuż przy oknie, i oznajmiła, że to zły znak, bo światło z ulicy odbija się w kartach. Rafał Grabowski zapewnił ją, że lampa nad stołem zagłuszy każde światło, a poza tym odbicie jeszcze nikomu nie pomogło.
O dwudziestej padło pierwsze rozdanie. Pierwszy poziom minął spokojnie, ze śmiechem i uwagami krupiera, który zawsze prosi, by nikt nie zgadywał na głos kart sąsiada. W przerwie kuchnia podała sernik i kawę, a w sali zrobiło się znów cicho, bo wszyscy wiedzieli, że po przerwie zostaje ośmioro.
Przy połączeniu stołów zostali Hanna, Marek, Janusz, Krystyna i czworo gości, którzy po raz pierwszy zasiedli do turnieju. Jeden z nich, młody człowiek w koszuli w kratę, przyznał mi potem, że na początku trząsł się ze strachu. W finale grał z takim spokojem, jakby robił to od lat.

Finał i tablica
Cztery osoby pod jedną lampą
Do stołu finałowego dotarli Krystyna, Janusz, Marek i młody człowiek w kratę. Gra trwała ponad pół godziny i nikt nie zerkał na zegarek. Gdy odpadł Marek, sala zaklaskała, a on sam ukłonił się i poszedł po herbatę, żeby zobaczyć koniec z bliska.
Mistrzyni wieczoru
Zwyciężyła Krystyna, nauczycielka na emeryturze, która zawsze siada przy tym samym oknie. Kiedy ostatni rywal złożył karty, rozległ się oklask, a ona wstała, podała mu rękę i powiedziała, że od dawna marzyła o swoim imieniu na tablicy. Hostessa wpisała je tuż pod imieniem poprzedniego mistrza.
Puchar stoi w gablocie na piętrze i nikt go stamtąd nie zabiera. Krystyna potrzymała go chwilę w rękach, po czym szkło znów się zamknęło. Gdy gasiłem światło, ktoś jeszcze tłumaczył sąsiadowi, dlaczego Omaha jest trudniejsza niż Hold'em, a sąsiad kiwał głową z miną człowieka, który nie rozumie ani jednego słowa.