Dom
Poniedziałek, w którym kuchnia gotowała według cudzych przepisów
Raz na kwartał klub przy stole zostawia karty w szufladzie i siada do obiadu. Szef kuchni gotuje wtedy według przepisów przyniesionych z domów gości.
Z życia klubu
Jeden długi stół w jadalni
Zwykle w poniedziałki na piętrze trwa wieczór nauki, ale raz na trzy miesiące sala kasyna zostaje zamknięta. Wtedy w jadalni stawiamy jeden długi stół, a Jacek Rogowski wychodzi z kuchni z kartką pełną cudzych imion. To przepisy, które klubowicze przynieśli w kopertach, notesach i telefonach.
Najstarszy pochodził od pani Hanki, która od lat bywa u nas w środy, choć klub formalnie nie ma środowych zebrań. Kapuśniak z kiszonej kapusty i wędzonego żeberka gotowała jej matka na wyspie jeszcze przed erą deptaków. Jacek zrobił go tak wiernie, że pani Hanka na pierwszy łyk zamilkła i dopiero po chwili powiedziała, że brakuje jej tylko dymu z blaszanego pieca.
Obiad zaczęliśmy o czternastej, a kuchnia była gotowa o wpół do drugiej. Jacek wyszedł przed gości w białej kurtce i krótko wyjaśnił, co zrobił, a czego nie ośmielił się zmienić. Nikt nie przerywał, bo wszyscy patrzyli na parujące półmiski. Dopiero po pierwszej łyżce rozległ się szmer rozmów, który trwał do popołudnia.
Drugi przepis, na pieróg z kaszą gryczaną, przyniósł pan Janusz. Kasza była lekko przypieczona, a nadzienie delikatnie pachniało cebulą. Gdy Jacek podał pieróg na stół, wszyscy chcieli wiedzieć, skąd taka receptura, a pan Janusz wzruszył ramionami i powiedział, że od babci, ale nie wie, której.

Co zostało po obiedzie
Śledź według sąsiada
Trzecim daniem był śledź w śmietanie z jabłkiem i cebulą, według przepisu sąsiada, który ma pensjonat po drugiej stronie ulicy. Okazało się, że jego śledź różni się od naszego jednym drobiazgiem: dodaje do śmietany łyżkę musztardy. Jacek obiecał, że wprowadzi to do karty, o ile sąsiad zgodzi się na takie wykorzystanie sekretu.
Dwie zasady obiadu
Podczas tych obiadów nie gramy i nie rozmawiamy o grze. To jedyny wieczór w kwartale, kiedy na stole nie ma kart ani żetonów, tylko talerze. Nikt nie pyta, kto siedzi gdzie, bo długi stół sam wymusza, że rozmawia się z sąsiadem z prawej i z lewej.
Po deserze wszyscy podpisują się na kartce z przepisem, którą potem wieszamy w kuchni, obok pieca. Jest ich już kilkanaście, a każda opowiada coś o domu, w którym powstała. Kiedy gaszę światło, patrzę na tę ścianę i myślę, że karta dań nigdy nie była tak bogata.